Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Ustawa o przemocy w rodzinie



Tekst: Piotr Mazur, Dominika Mazur
 
Wprowadzone w 2010 roku uregulowania prawne w teorii miały pomóc osobom zmagającym się z przemocą w rodzinie. Jednak już dzisiaj widać, że zamiast rozwiązywać problemy tworzą patologie. Wymyślony przez państwo system jest jak z koszmarnego snu każdego rodzica...
 
Prawo
Od 1 sierpnia 2010 r. obowiązuje znowelizowana ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie z 10 czerwca 2010 r. Z danych policji wynika, że dzieci do lat 13 stanowią około 21 proc. ofiar domowej agresji (aż 60 proc. to dorosłe kobiety). To właśnie zapisy związane z nieletnimi budzą największe kontrowersje.

Art. 12a uprawnia zwykłego pracownika socjalnego do odebrania dziecka rodzinie bez wyroku sądu. Może to nastąpić „w razie bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia dziecka w związku z przemocą w rodzinie”, jednak nie zostało w żaden sposób wyjaśnione w ustawie, czym jest owe „bezpośrednie zagrożenie”. To pracownik socjalny wraz z policjantem, lekarzem, ratownikiem medycznym lub pielęgniarką oceniają, czy życie lub zdrowie dziecka zostało bezpośrednio zagrożone.

Następnie pracownik ma umieścić dziecko „u innej niezamieszkującej wspólnie osoby najbliższej […], w rodzinie zastępczej lub w całodobowej placówce opiekuńczo-wychowawczej”. Autorzy ustawy twierdzili, że pracownik socjalny powinien próbować oddać dziecko w ręce innego członka rodziny, ale sama ustawa nie nakłada obowiązku takich starań na pracownika socjalnego – krewni są wymienieni obok rodziny zastępczej i placówki opiekuńczo-wychowawczej. Niestety – jak wskazuje doświadczenie wielu osób związanych z pomocą rodzinom patologicznym – decyzje są podejmowane na podstawie tego, co jest wygodniejsze dla pracownika socjalnego, a nie lepsze dla dziecka.
 
Władza bez odpowiedzialności
Pracownik socjalny musi w ciągu 24 godzin zawiadomić sąd o odebraniu dziecka. Urzędnik powiadamia sąd o swojej decyzji – sąd nie musi jej w żaden sposób potwierdzać i legalizować. Rodzice i opiekunowie dziecka muszą zostać pisemnie poinformowani o możliwości złożenia do sądu zażalenia na decyzję pracownika socjalnego i domagania się zbadania zasadności, legalności odebrania dziecka oraz prawidłowości jego dokonania.

Oczywiście dziecko nadal pozostaje poza ich opieką. Sąd ma 24 godziny na rozpatrzenie zażalenia; w przypadku uznania bezzasadności lub nielegalności odebrania sąd zarządza natychmiastowe przekazanie dziecka rodzicom lub opiekunom prawnym. Jedyną sankcją dla pracownika socjalnego w wypadku podważenia przez sąd jego decyzji jest… zawiadomienie o tym jego przełożonych.

Problem w tym, że pracownicy socjalni często nie chcą interweniować w prawdziwie patologicznych rodzinach, bo się zwyczajnie boją. Ale gdzieś interweniować trzeba, więc można poszukać wśród biednych, tych, których dzieci chodzą w tenisówkach przez całą zimę albo nie zawsze mają witaminy na talerzu. Czy to jest bezpośrednie zagrożenie zdrowia? Jak się ktoś uprze… Bo przecież każdy wie, że niedożywione, źle ubrane dziecko może zachorować…
 
Śladem Szwecji
Inną wprowadzoną nowością jest zakaz stosowania kar cielesnych przez rodziców i opiekunów względem małoletnich (art. 2). Zostały utworzone gminne „zespoły interdyscyplinarne”, w skład których weszli przedstawiciele pomocy społecznej, komisji rozwiązywania problemów alkoholowych, policji, oświaty, ochrony zdrowia, które mogą przetwarzać dane osób dotkniętych domową przemocą lub stosujące ją – i to bez zgody i wiedzy zainteresowanych. W praktyce oznacza to pogwałcenie jednego z podstawowych praw człowieka – prawa do obrony (którego są pozbawieni podejrzani o „przestępstwo” rodzice, bez wiedzy których jest toczone postępowanie).

Zgodnie z nową ustawą policja może interweniować w rodzinie bez zgody osoby dotkniętej przemocą. Poza tym nowe uregulowania nakładają obowiązek powiadomienia policji lub prokuratury przez jakąkolwiek osobę będącą świadkiem przemocy w rodzinie (art. 12.2).

Choć nikt nie ma wątpliwości, że przemoc wobec kogokolwiek, a zwłaszcza dzieci powinna być srogo karana, wydaje się, że mamy do czynienia z przepisami, które czynią więcej szkody niż pożytku. Bo – jak widać z przykładu Szwecji, prowadzą do zaniknięcia władzy rodzicielskiej oraz nadużyć. Głośny w Szwecji był m.in. przypadek ojca, któremu odebrano syna, ponieważ po kilkakrotnych bezskutecznych prośbach zmusił dziecko do umycia się i zmiany brudnego ubrania. Mężczyzna odzyskał syna dopiero po 2 latach. Inna absurdalna decyzja sądu dotyczy dziewczyny, której ojciec zabronił spotykać się z koleżanką mającą na nią zły wpływ. Został oskarżony o znęcanie się nad córką.

– Dzieci są [w Szwecji – przyp. red.] odbierane rodzicom z banalnych powodów – podkreśla Ruby Harrold-Claesson, prezes Skandynawskiego Komitetu Praw Człowieka w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” (wywiad przeprowadzony przez Annę Nowacką-Isaksson, „Rzeczpospolita” 17 maja 2010 r.). – Na przykład mama nie miała pieniędzy na opłacenie czynszu i rachunków za prąd. Zwróciła się do biura pomocy społecznej. Zamiast wsparcia, odebrano jej dziecko”.

Brzmi niewiarygodnie, ale niestety polska ustawa jest bardzo podobna do szwedzkiej. Także w Polsce KAŻDY w KAŻDEJ chwili może oskarżyć rodzica dziecka o zastosowanie przemocy – bo czy zdjęcie siłą malucha z wysokiego trzepaka nie może być zinterpretowane jako „kara cielesna”? Albo zmuszenie dziecka do tego, by siadło w foteliku samochodowym? W myśl przepisów – może.

Jak się okazuje, przepisy brzmiące ładnie na papierze już niosą za sobą bardzo poważne, zagrażające rodzinom konsekwencje.  – Zgłasza się do nas coraz więcej osób proszących o pomoc w związku z odebraniem im dzieci. To dla nas bardzo poruszające, bo nie są to przypadki patologii, ale rodzice bardzo kochający swoje dzieci. Niestety rozbijanie rodzin z problemami jest dla państwa prostsze niż udzielenie im pomocy. A pracownicy socjalni i inni urzędnicy czują się coraz bardziej bezkarni w ingerowaniu w życie prywatne ludzi – mówi Karolina Elbanowska ze Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców, które jeszcze przed podpisaniem fatalnej ustawy zorganizowało protest przeciw zmianom w prawie podpisany w internecie przez 65 tys. osób.
 
Prawo dla dobrych ludzi?
„Prawo przeciwklapsowe” bazuje na absurdalnym założeniu, że każdy, kto bierze udział w tego typu problematycznych sprawach, kieruje się zawsze tylko dobrem dziecka. Dotyczy to wszystkich pracowników policji, psychologów, pedagogów, urzędników, prawników. Więcej – ustawa zakłada też bezinteresowną chęć niesienia pomocy cierpiącym dzieciom nawet osób postronnych.

Czyżby ustawodawcy założyli, że my, Polacy, jesteśmy narodem dobrych, czułych i kochających ludzi? Jeśli tak, to po cóż ta ustawa? A jeśli nie, to czy niemożliwa jest sytuacja, w której np. kolega z pracy pokłócony z ojcem jakichś dzieci, z czystej chęci zemsty zawiadamia pedagoga rodzinnego lub policję o stosowaniu przemocy w tej rodzinie? Czy niemożliwe jest, aby urzędnik chciał „pokazać, kto tu rządzi” ojcu, który zrobił awanturę w urzędzie, bo jego podanie o mieszkanie komunalne znów zostało odrzucone?...

Pikanterii sprawie dodaje przy tym fakt, że przepisy przygotowano na podstawie wziętego nie wiadomo skąd założenia, że w co drugiej polskiej rodzinie dochodzi do znęcania się nad dziećmi (choć przeczą temu statystyki). Można zatem przypuszczać, że owo „znęcanie się” nad dziećmi musi odbywać się również w rodzinach pracowników socjalnych, sędziów, kuratorów, policjantów – słowem ludzi zaangażowanych w „pomoc” dzieciom. Jak widać, ustawa pomija nawet podstawy logiki.
 
Na cudzych błędach
W maju 2010 r. na zaproszenie Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców przyjechała do Polski prezes Skandynawskiego Komitetu Praw Człowieka Ruby Harrold-Claesson, aby przestrzec polskie władze przed wprowadzeniem „ustawy antyklapsowej”. W wywiadach prasowych (m.in. w „Rzeczpospolitej”) przytaczała przerażające skutki społeczne wprowadzenia tej ustawy w Szwecji, m.in. drastyczny wzrost zgonów wśród dzieci odbieranych ich naturalnym rodzicom, pogorszenie warunków życia tych dzieci (trudności z nauką, problemy emocjonalne), zalegalizowany „handel” dziećmi (system oparty na gratyfikacji finansowej pracowników socjalnych za każde odebrane rodzicom dziecko), zwiększona przestępczość wśród dzieci wychowujących się poza biologiczną rodziną, w końcu – ogromne koszty finansowe przedsięwzięcia.
 
Ile to kosztuje?
Dużo. Bo ustawa, zakładając inwigilację rodzin, założyła również stworzenie specjalnego aparatu biurokratycznego mającego pilnować, czy w naszych rodzinach żyjemy zgodnie z państwową ideologią. Takie komórki tworzy się na poziomie każdej gminy. Jak ostrzega Harrold-Claesson, w Szwecji wprowadzenie podobnego prawa skutkowało zwiększeniem wydatków publicznych o 28 mld koron, czyli ponad 11 mld złotych.
 
Przeciw rodzinie
Niestety mimo publicznej debaty, niezgody społecznej i kompromitujących ustawę wypowiedzi specjalistów, niebezpieczne prawo weszło w życie. Repertuar rodzicielskich przestępstw mamy właściwie nieograniczony. Wygląda na to, że rządzący zafundowali wielu rodzinom bardzo dobry przepis na... prawdziwe piekło. Traumę maluchów siłą odebranych rodzicom, pozbawienie rodziców władzy rodzicielskiej, strach tych, którzy mimo wszystko będą chcieli wychowywać, a nie hodować swoje dzieci, konsekwencje wejścia w dorosłe życie nieliczących się z nikim egoistów. Czy naprawdę tego chcemy?
 
Zimnym okiem praktyka
– Nowelizacja ustawy umożliwia zabranie dziecka na podstawie własnej opinii pracownika socjalnego, motywowanego na przykład fałszywym donosem sąsiada – uważa proszący o zachowanie anonimowości pracownik pogotowia ratunkowego, który z racji wykonywanego zawodu asystował w odbieraniu dzieci. – I ani donosiciel, ani pracownik socjalny nie poniosą żadnej odpowiedzialności w razie bezpodstawności odebrania dziecka, które w tym czasie ląduje w rodzinie zastępczej lub pogotowiu policyjnym, gdzie ma do czynienia z młodocianymi kryminalistami. Zdarzają się wtedy pobicia, dochodzi do molestowania seksualnego, a nawet gwałtów – mówi ratownik. – A co się stanie, jeśli sędzia na podstawie nieprawdziwych przesłanek odrzuci zażalenie rodzica? Przecież przywrócenie do rodziny może trwać nawet 2 lata. Poza tym praktyka jest taka, że żaden pracownik socjalny nie zainterweniuje w naprawdę patologicznej rodzinie, gdzie mężczyzna na jego widok sięga po nóż lub siekierę. Nie, oni wybierają bezbronne, borykające się z biedą rodziny, gdzie nie dojdzie do wybuchu agresji. Tak naprawdę instrumenty do działania w rodzinach patologicznych istniały już wcześniej, ale łatwiejsze jest zabranie dziecka niż pomaganie stanąć ludziom na nogi. Mnoży się kolejne wymagania, a prawdziwej pomocy dalej nie widać – dodaje ratownik.
 
Narzędzia prawne już były
– Jedyną większą rzeczywistą zmianą prawną, którą przyniosła nowelizacja, jest zakaz bicia dzieci – mówi znający temat z praktyki zawodowej terapeuta i wieloletni kurator sądowy Wiesław Lipski. – Już wcześniej prawo pozwalało w trybie doraźnym izolować przemocowca od maltretowanej przez niego rodziny albo interwencyjnie zabierać dzieci z dysfunkcyjnej rodziny. Tego pierwszego sądy praktycznie nie stosowały, a drugie i tak działało bez większych problemów. Nagminnie stykałem się z przypadkami trwającej nadal przemocy w rodzinie, mimo ciążącej nad sprawcą kary w zawieszeniu. Nawet gdy istniało orzeczenie o jego eksmisji, a policja z powodu powtarzania się awantur interweniowała wiele razy, sądy za te ekscesy ani nie usuwały takiego kogoś z mieszkania, ani nie odwieszały mu kary. Z drugiej strony widziałem przypadki pozostawiania dzieci w domu – przez sąd – wbrew opiniom wszelkich służb i specjalistów – niestety polski sędzia sam zna się na wszystkim najlepiej. Nowa ustawa prawdziwego problemu tkwiącego w systemowej patologii polskiego „wymiaru sprawiedliwości” nie rozwiązuje. Za to tworzy nowe, bo rozkręca typowy syndrom „małpy z brzytwą”. Osobiście z obawą myślę o „improwizowanych” interwencjach. Ktoś się nie zastanowił, jakiego spustoszenia w umyśle dziecka dokonuje oderwanie go od opiekunów – często przy użyciu siły, w asyście policji, wśród spazmów i szarpaniny. Takie doświadczenie rodzi nie tylko niewyobrażalną traumę, ale może być wstępem do zachowań socjopatycznych. Nie chcę powiedzieć, że w skrajnych przypadkach oddzielanie dzieci od opiekunów nie jest konieczne – bo jest – ale prawo nie może być nieprecyzyjne, a ustawodawca powinien był najpierw opracować dobre procedury takich interwencji. 


comments powered by Disqus